Mgła opada po raz kolejny: Sprawdzamy Silent Hill 2 Remake na PS5
Doczekaliśmy się. Po miesiącach niepewności, polskie Bloober Team rzuca nas z powrotem w objęcia najsłynniejszej mgły w historii gier wideo. Odłożyłem na bok swoje oczekiwania i sprawdziłem, jak wygląda „wejście” w ten koszmar na konsoli PlayStation 5.
Co w pudełku?

Wersja fizyczna na PS5 nie sili się na zbędne bajery, ale ma w sobie coś z klasyki. Okładka z Jamesem spoglądającym w lustro od razu ustawia nastrój. W środku znajdziemy standardowo niebieską płytę i… koniec niespodzianek. Brak instrukcji czy jakiejkolwiek wkładki lub ulotki to standard wydawniczy w aktualnych czasach.
Instalacja: Cierpliwość jest wskazana

Po włożeniu krążka do napędu PS5, czeka nas chwila prawdy. Gra wymaga skopiowania sporej ilości danych. Nie pobieram patcha – pierwsze podejście do nowej wersji Silent Hill 2 ma być doświadczeniem podstawowym, tak aby określić czy gra jest możliwa do przejścia od A do Z.
Pierwsze 15 minut: Ciężki oddech Jamesa
Zaczynamy w kultowej toalecie. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to niesamowita szczegółowość twarzy Jamesa. Gdy podchodzimy do lustra, widać każdy por skóry i autentyczny ból w oczach bohatera.
Wyjście na parking i pierwsze kroki w stronę miasta. Mgła nie jest już tylko ograniczeniem technologicznym – teraz to gęsta, zawiesista materia, która niemal „przylepia się” do ekranu. Nadal czuć ten sam klimat, który towarzyszył nam na początku rozgrywki ponad 20 lat temu.
Werdykt na gorąco
Pierwszy kontakt z Silent Hill 2 Remake napawa optymizmem. Bloober Team nie tylko „odrobiło lekcję”, ale dopieściło aspekt techniczny tak, by posiadacze PS5 czuli, że obcują z tytułem nowej generacji. Proces od rozpakowania pudełka do pierwszego spotkania z koszmarem jest płynny, klimatyczny i – co najważniejsze – autentycznie przerażający.
Mgła mnie wciągnęła. I na razie wcale nie chcę z niej wychodzić.
